Dlaczego niektóre miasta chcą ograniczyć Airbnb

0
2
Dlaczego niektóre miasta chcą ograniczyć Airbnb

Kiedy planujesz wyjazd, platformy takie jak Airbnb wydają się genialnym wynalazkiem. Zamiast bezosobowego hotelu dostajesz klimatyczne mieszkanie w sercu miasta i możesz poczuć się jak miejscowy. Brzmi świetnie, ale spytaj o to kogoś, kto mieszkai na stałe w Barcelonie, Nowym Jorku czy Warszawie. Odkryjesz zupełnie drugą stronę tego medalu, bo popularne aplikacje mocno zaszły za skórę lokalnym społecznościom.

Gdzie podziały się normalne mieszkania?

Główny powód, dla którego władze miast kręcą nosem na najem krótkoterminowy, jest prozaiczny. Brakuje lokali dla stałych mieszkańców. Zamiast wynająć mieszkanie rodzinie na lata, właściciel woli przerobić je na mini hotel dla turystów, bo zyski bywają znacznie wyższe. Statystyki pokazują skalę zjawiska. W światowych metropoliach całe mieszkania stanowią miażdżącą większość ofert na platformie, wyciągając z rynku tysiące lokali mieszkalnych.

Zamiast budować wspólnotę i sąsiedztwo, całe kamienice w centrach miast zmieniają się w huke rotacyjne. Ceny najmu i zakupu nieruchomości wystrzeliły w kosmos, przez co młodzi ludzie nie mają szans na własny kąt. Nic dziwnym więc, że gniew rośnie, a mieszkańcywychodzą na ulice, domagając się twardego hamulca dla turystycznego biznesu.

Impreza co noc i obcy ludzie na klatce

Kolejna sprawa to codzienne życie w budynku, gdzie co trzy dni zmieniają się lokatorzy. Dla turysty to urlop, ale dla kogoś mieszkającego ścianę w ścianę to niekończący się koszmar. Ciągłe walenie walizkami po posadzkie o trzeciej w nocy, imprezy do rana i śmiecie zostawiane na korytarzu potrafią dać w kość. Znika poczucie bezpieczeństwa, bo nikt nie zna swoich sąsiadów.

W tradycyjnym bloku wiesz, do kogo zadzwonić, gdy dzieje się coś niedobrego. W budynku opanowanym przez Airbnb za drzwiami obok najczęściej mieszkają przypadkowi ludzie, którzy za chwilę stąd znikną. Lokalne wspólnoty tracą kontrolę nad własnymi domami, a tradycyjne sklepiki czy piekarnie znikają, ustępując miejsca drogim kawiarniam pod turystów.

Jak miasto mówi dość?

Rządy i samorządy na całym świecie przestały udawać, że problemu nie ma. Nowy Jork wprowadził tak ostre przepisy, że liczba ofert skurczyła się tam niemal do zera. Z kolei Barcelona poszła jeszcze dalej i zapowiedziała całkowity zakaz wynajmowania mieszkań turystom do końca 2028 roku, chcąc odzyskać ponad 10 tysięcy lokali dla zwykłych ludzi. Podobne baty szykują inne europejskie stolice, wprowadzając limity dni w roku na taki najem czy gigantyczne kary finansowe.

Również w Polsce temat budzi ogromne emocje. Choć wielkie platformy argumentują w raportach, że wspierają gospodarkę i dają zarobić tysiącom rodzin, aktywiści i samorządowcy domagają się jasnych reguł. Chodzi o to, żeby turystyka nie niszczyła miast, w których na co dzień po prostu trzeba żyć, pracować i spokojnie spać.

Zostaw odpowiedź