Dlaczego złoto kosztuje tyle ile kosztuje i kto ustala jego cenę

Złoto od wieków rozpala wyobraźnię i uchodzi za ostateczny symbol bogactwa. Kiedy słyszymy w wiadomościach, że kruszec po raz kolejny bije rekordy cenowe, łatwo się w tym wszystkim zgubić. Przecież to tylko metal, z którego robi się pierścionki i ozdoby. Dlaczego więc kosztuje tyle, ile kosztuje, i kto tak naprawdę decyduje o tym, ile trzeba za niego zapłacić?
Kto ustala cenę złota? Mit tajnych gabinetów
Wiele osób myśli, że istnieje jakieś tajemnicze grono ludzi, które codziennie rano spotyka się przy kawie i ustala odgórnie stawkę za uncję złota. Nic bardziej mylnego. Ceny nie narzuca żaden rząd, prezes banku centralnego ani globalna korporacja. Za wycenę odpowiada rynek, a mówiąc najprościej – nieustanna gra popytu i podaży.
Głównym centrum dowodzenia tym światem jest Londyn, a dokładniej instytucja o nazwie LBMA, czyli Londynskie Stowarzyszenie Rynku Kruszców. Dwa razy dziennie, o godzinie 10:30 i 15:00 czasu londyńskiego, odbywają się tam elektroniczne aukcje. Bierze w nich udział grono międzynarodowych banków i instytucji finansowych, które dopasowują oferty kupna oraz sprzedaży od klientów z całego globu. W ten sposób powstaje oficjalny punkt odniesienia, czyli tzw. cena spot, na której opiera się cały światowy handel sztabkami i monetami.
Podaż i popyt, czyli dlaczego złota nie da się po prostu dorzucić do obiegu
Najważniejszym fundamentem ceny złota jest jego skończoność. W przeciwieństwie do tradycyjnych walut, których rządy mogą wydrukować tyle, ile tylko zechcą, złota nie da się stworzyć z niczego. Jego zasoby w skorupie ziemskiej są mocno ograniczone. Wydobycie kruszcu z głębi ziemi jest coraz droższe, skomplikowane i czasochłonne, a nowe, wielkie złża odkrywa się obecnie niezwykle rzadko.
Z drugiej strony mamy stabilny popyt. Złoto kupują nie tylko jubilerzy czy przemysł technologiczny, ale przede wszystkim inwestorzy indywidualni oraz banki centralne. Kiedy gospodarka zwalnia, a na świecie rośnie niepewność polityczna, chęć posiadania fizycznego kruszcu gwałtownie rośnie. Skoro ilość złota na rynku rośnie bardzo powolnie, a chętnych na zakupy przybywa, jego cena po prostu musi pójść w górę.
Inflacja i siła dolara, czyli co jeszcze napędza notowania
Złoto działa jak naturalna tarcza chroniąca oszczędności przed utratą wartości. Kiedy inflacja szaleje, a pieniądze w portfelu tracą siłę nabywczą, ludzie masowo uciekają w stronę bezpiecznych aktywów. Doskonale widać to w okresach kryzysów gospodarczych, kiedy popyt na złote monety i sztabki bije rekordy.
Ogromne znaczenie ma również kurs dolara amerykańskiego. Ponieważ złoto na giełdach rozliczane jest właśnie w amerykańskiej walucie, relacja między nimi jest bardzo bliska. Zazwyczaj, gdy dolar słabnie, złoto staje się tańsze dla inwestorów posługujących się innymi walutami, co napędza popyt i winduje jego cenę w górę.
Dlaczego sztabka w sklepie kosztuje więcej niż cena z giełdy?
Często można zauważyć drobną niespójność. Włączasz internet, sprawdzasz giełdowe notowania uncji złota, a kiedy idziesz do mennicy po małą sztabkę, okazuje się, że musisz zapłacić nieco więcej. Skąd ta różnica?
Cena giełdowa dotyczy czystego kruszcu w transakcjach hurtowych. Fizyczny produkt, który trzymasz w ręku, musi zostać najpierw wyprodukowany, przetestowany, zapakowany i bezpiecznie dostarczony do salonu. Do tego dochodzi marża dystrybutora. Kupując małe sztabki lub monety bulionowe, płacisz nie tylko za sam metal, ale też za koszty całego procesu produkcyjnego.
Cena złota to więc wypadkowa fizycznych ograniczeń, kosztów wydobycia, globalnych nastrojów politycznych oraz codziennej gry popytu i podaży na światowych rynkach. To dlatego ten żółty metal od tysięcy lat utrzymuje swoją pozycję uniwersalnego pieniądza, na którego wartość nie ma wpływu kaprys żadnego polityka.









