Ludzie którzy nigdy nie mieli stałej pracy

Gdy większość rozmów o rynku pracy kręci się wokół rekrutacji, wskaźników zatrudnienia czy podwyżek, istnieje spora grupa ludzi, o której mówi się rzadko. To osoby, które nigdy w życiu nie miały stałej pracy na etacie. Czasem to wybór, czasem speficyjny zbieg okoliczności życiowych, a czasem efekt barier, z którymi tradycyjny system po prostu sobie nie radzi.
Skala zjawiska, czyli kim są bierni zawodowo
Statystyki rzadko używają pojęcia „osób bez stałej pracy” wprost, częściej posługując się kategorią bierności zawodowej. Z danych Głównego Urzędu Statystycznego w ramach Badania Aktywności Ekonomicznej Ludności wynika, że w wieku produkcyjnym liczba osób biernych zawodowo wynosi blisko 3,7 miliona.
Oczywiście ta wielka liczba to nie tylko ci, którzy nigdy nie podjęli żadnego zatrudnienia. Znajdziemy tu studentów dziennych, osoby opiekujące się chorymi członkami rodziny czy ludzi, którzy z różnych przyczyn dawno temu wypadli z obiegu i już do niego nie wrócili. Mimo to odsetek osób trwale stroniących od tradycyjnych etatów pozostaje stałym elementem naszej gospodarki.
Dlaczego niektórzy nigdy nie wchodzą w etat?
Powody bywają prozaiczne albo bardzo skomplikowane. Część osób radzi sobie inaczej, zarabiając dorywczo, żyjąc z oszczędności, pomocy bliskich lub korzystając z różnych form wsparcia. Rynek dilerów elastycznych form zarobku mocno się zmienił, dając alternatywę dla tradycyjnego biura od osmej do szesnastej.
Z drugiej strony mamy bariery strukturalne. Jak wskazują analizy m.in. w ramach badań kapitału ludzkiego, wejście na rynek bywa trudne dla osób z mniejszych miejscowości, gdzie ofert pracy fizycznie brakuje. Do tego dochodzą kwestie zdrowotne oraz lęk przed utratą poczucia bezpieczeństwa, jeśli podjęcie pracy wiązałoby się z utratą określonych świadczeń socjalnych.
Mit leniucha i realne problemy
W potocznym mniemaniu osoba bez stałej pracy od razu szufladkowana jest jako ktoś leniwy. Rzeczywistość rzadko bywa czarno-biała. Często za takim stanem rzeczy kryją się lata opieki nad kimś bliskim, brak odpowiedniego wykształcenia albo zwykły pech na starcie dorosłego życia, który zamknął drzwi do pierwszych normalnych rekrutacji.
Brak historii zatrudnienia działa jak niewidzialna ściana. Kiedy ktoś ma trzydzieści czy czterdzieści lat i w CV świeci pustka, pracodawcy patrzą na to podejrzliwie. System rekrutacyjny opiera się na przewidywalności, a ktoś, kto nigdy nie pracował na etacie, jest dla algorytmów i działów HR zagadką.
Jak zmienia się podejście państwa?
Instytucje państwowe powoli zauważają, że tradycyjne urzędy pracy skupione wyłącznie na rejestrowaniu bezrobotnych to za mało. Nowe przepisy i programy unijne coraz mocniej naciskają na aktywizację osób dotychczas biernych zawodowo. Chodzi o to, aby dotrzeć do ludzi, którzy zniknęli z radarów i pomóc im postawić pierwsze kroki w bezpiecznych warunkach.
Zmiany demograficzne i kurcząca się baza rąk do pracy sprawiają, że gospodarka zaczyna zerkać w stronę rezerw, które do tej pory ignorowano. Pytanie tylko, czy sztywne struktury korporacyjne będą w stanie zaoferować elastyczność tym, którzy panicznie boją się tradycyjnego, sztywnego 40-godzinnego tygodnia pracy.










