Podróże które zaczynają się od taniego biletu i kończą wysokim rachunkiem

0
0
Podróże które zaczynają się od taniego biletu i kończą wysokim rachunkiem

Kiedy na ekranie smartfona pojawia się bilet lotniczy za kilkadziesiąt złotych, w głowie od razu układamy plan na szybki weekendowy wypad. Przecież cena kusi, spakowanie małego plecaka wydaje się bułką z masłem, a oszczędności zostają w portfelu. Rzeczywistość potrafi jednak brutalnie zweryfikować te kalkulacje. Jak pokazują analizy organizacji konsumenckich, m.in. brytyjskiej Which?, dodatkowe opłaty doliczane do tanich taryf potrafią wygenerować rachunek wyższy nawet o 400 procent w stosunku do pierwotnej ceny wejściowej.

Mechanizm ten opiera się na prostym złudzeniu optycznym. Kupujesz przelot na trasie europejskiej za około 22 funty, czyli w przeliczeniu niecałe 120 złotych. W teorii masz podróż za grosze. W praktyce system rezerwacyjny natychmiast zaczyna bombardować cię kolejnymi pozycjami do odhaczenia. Chcesz zabrać coś więcej niż miniaturowy plecak mieszczący się pod fotelem? Dopłacasz za bagaż kabinowy lub pierwszeństwo wejścia na pokład. Chcesz usiąść obok towarzysza podróży? Kolejna opłata. Nawet odprawa na lotnisku, jeśli zapomnisz zrobić jej cyfrowo, potrafi kosztować więcej niż sam bilet.

Z danych rynkowych i raportów branżowych wynika, że najniższe, promocyjne stawki za dodatkowe usługi w liniach takich jak Ryanair czy Wizz Air w praktyce pojawiają się rzadko. Przykładowo, analizy stawek bagażowych wykazały, że deklarowane w reklamach kwoty za opcję Priority czy dodatkowy bagaż 10 kg często szybują w górę w zależności od obłożenia i popularności połączenia. Za bagaż rejestrowany lub przekroczenie limitów wagowych na lotnisku zapłacimy od kilkudziesięciu do nawet kilkuset złotych za odcinek.

Do gry wchodzi też psychologia zakupów pod presją czasu. Algorytmy budują poczucie, że niska cena zaraz ucieknie, więc bezrefleksyjnie klikamy kolejne okienka. Dopiero podsumowanie koszyka przed samą płatnością uświadamia nam, że tanie latanie stało się drogą usługą, a za cenę finalną moglibyśmy polecieć tradycyjnymi liniami z pełnym bagażem w cenie.

Skala zjawiska przyciąga uwagę regulatorów. Prezes UOKiK wziął pod lupę praktyki tanich przewoźników, badając m.in. kwestie związane z rygorystycznymi pomiarami bagażu podręcznego w metalowych ramkach przed wejściem do samolotu i automatycznym naliczaniem wysokich kar na bramkach. Kontrole pokazują, że nerwowa atmosfera sprzyja wydawaniu pieniędzy pod przymusem.

Jak nie dać się wciągnąć w tę spiralę? Najlepszą obroną jest chłodna kalkulacja przed kliknięciem pierwszego linku. Zamiast patrzeć wyłącznie na bazową kwotę biletu, warto od razu doliczyć realne koszty bagażu, transferów z lotniska oddalonego o kilkadziesiąt od miasta oraz opcji wyboru miejsca. Często okazuje się, że tzw. tania linia po podsumowaniu wszystkich pozycji wcale nie jest najtańszym wyborem na rynku.

Zostaw odpowiedź