Rodzice dzielą dzieci na „grzeczne” i „trudne”. Taki podział zostaje na lata

0
1
Rodzice dzielą dzieci na „grzeczne” i „trudne”. Taki podział zostaje na lata

Szukanie uproszczeń to coś, co przychodzi nam naturalnie, bo ludzki mózg lubi skróty myślowe. W codziennym pędzie łatwo zaklasyfikować malucha do jednej z dwóch szuflad: grzeczne albo trudne. Taki prosty podział wydaje się poręczny, ale niesie ze sobą skutki, które zostają z człowiekiem na całe lata, rzucając cień na całe dorosłe życie.

Skąd się bierze podział na dzieci grzeczne i trudne?

Dorosłym często wydaje się, że oceniają obiektywny stan rzeczy. Gdy smyk grzecznie siedzi w wózku, nie krzyczy w sklepie i bez szemrania wykonuje polecenia, zyskujemy łatkę idealnego opiekuna, a nasza pociecha staje się grzeczna. Z kolei energiczny maluch, który głośno manifestuje swoje emocje, bywa szybko stygmatyzowany jako nieposłuszny lub wręcz trudny.

Tego typu etykietki przylepiają się błyskawicznie, za to odklejają się latami. Warto spojrzeć na to szerzej i zrozumieć, że zachowanie to tylko czubek góry lodowej. Psychologowie od lat powtarzają, że za tzw. trudnym zachowaniem kryje się najczęściej zmęczenie, przebodźcowanie lub bezradność, a nie zła wola. Z kolei potocznie „grzeczne” dziecko to często taki mały człowiek, który rezygnuje z własnych potrzeb, by nie obciążać zmęczonych dorosłych.

Jak grzeczność z dzieciństwa zamienia się w dorosły lęk

Badania nad zachowaniem najmłodszych pokazują ciekawą i zarazem smutną zależność. Dzieci bardzo wcześnie wyczuwają nastroje w domu i potrafią dostosować się do sytuacji, by nie sprawiać kłopotów. Z takich posłusznych maluchów wyrastają dorośli, którzy w relacjach zawodowych i prywatnych paraliżująco boją się konfliktów.

Taka osoba stale analizuje, czy nikomu nie wadzi, nie potrafi postawić granicy i bierze na siebie zbyt wiele obowiązków. W skrajnych przypadkach presja otoczenia i oczekiwania bycia bezbłędnym prowadzą do ogromnego stresu, a nawet wypalenia. Przez lata powtarzany komunikat o własnej grzeczności sprawia, że człowiek zatraca kontakt z własnym ja, bo przez całe życie uczył się zadowalać wszystkich wokół, tylko nie siebie.

Etykieta „trudnego” dziecka i samospełniająca się przepowiednia

Z drugiej strony medalu mamy łatkę, która potrafi skutecznie podciąć skrzydła. Gdy dziecko stale słyszy, że jest nieposłuszne, krnąbrne albo po prostu trudne, w końcu zaczyna w to wierzyć. Mechanizm ten w psychologii opisywany jest jako samospełniająca się przepowiednia. Skoro otoczenie i tak widzi w nim buntownika, to po co ma się starać?

Taki podział uczy nas patrzenia na ludzi przez pryzmat sztywnych schematów. W dorosłym życiu dawne „trudne” dzieci nierzadko zmagają się z obniżonym poczuciem własnej wartości, chociaż drzemie w nich ogromny potencjał i wrażliwość. Zamiast zrozumienia i wsparcia w regulacji emocji, otrzymywały one w dzieciństwie jedynie oceny i łatki, które rzadko miały cokolwiek wspólnego z ich prawdziwym charakterem.

Jak przestać szufladkować i spojrzeć na człowieka inaczej

Najlepszym krokiem, jaki możemy wykonać, jest całkowite porzucenie tych szkodliwych kategorii. Zamiast mówić, że ktoś jest trudny, lepiej zapytać, co się w danej chwili dzieje i z czym sobie nie radzi. Zamiast ślepo chwalić za bycie bezproblemowym, warto docenić wysiłek i dać przyzwolenie na wyrażanie własnego zdania oraz zmęczenia.

Każdy z nas ma prawo do gorszego dnia, do złości i do głośnego wyrażania swoich granic. Kiedy przestaniemy dzielić dzieci na lepsze i gorsze pod kątem ich uległości, dajemy im przestrzeń na autentyczność. A to najlepszy kapitał, jaki można wynieść z domu na całą dorosłość.

Zostaw odpowiedź