Kupowanie na raty weszło do codzienności

Kiedyś opcja rozłożenia płatności na mniejsze części kojarzyła się głównie z poważnymi wydatkami typu nowa pralka, lodówka albo komplet mebli do salonu. Dziś sprawa wygląda zupełnie inaczej. Z danych Biura Informacji Kredytowej wynika, że liczba kredytów ratalnych w Polsce wzrosła w ubiegłym roku o 24,3 procent, a Polacy zrobili w ten sposób zakupy o łącznej wartości przekraczającej 26 miliardów złotych. Co ciekawe, ten trend wcale nie zwalnia, a rynkowe statystyki pokazują, że raty i odroczone płatności weszły na stałe do naszej codzienności.
Od drogiego sprzętu po drobne zakupy w sieci
Większość z nas kojarzy finansowanie ratalne z dużymi kwotami. Analizy rynkowe potwierdzają, że najwięcej transakcji pod względem wartości generują dobra kosztujące powyżej 10 tysięcy złotych – stanowią one ponad 35 procent całego rynku kredytów ratalnych. Jednak najciekawszy zwrot akcji widać gdzie indziej.
Dynamicznie rośnie segment małych kwot. Zakupy na raty do 1 tysiąca złotych zanotowały w ostatnim czasie ponad 21-procentowy wzrost. To oznacza, że po mechanizm rozkładania płatności sięgamy bez mrugnięcia okiem również wtedy, gdy koszyk w sklepie internetowym opiewa na kilkaset złotych. Do tego dochodzi potężna fala popularności usług typu BNPL (Buy Now, Pay Later), czyli po prostu kup teraz, zapłać później. Z danych operatorów finansowych i baz danych gospodarczych wynika, że z odroczonych płatności korzystają już miliony Polaków, wykonując dziesiątki milionów mniejszych transakcji rocznie.
Raty 0 procent, czyli psychologia wygody
Dlaczego tak chętnie decydujemy się na oddalenie momentu zapłaty? Kluczem do zagadki jest wszechobecność oferty rat zero procent. Kiedy sklep nie dolicza dodatkowych odsetek ani prowizji, konsument przestaje postrzegać taki krok jako drogi kredyt, a zaczyna traktować go jak narzędzie sprytnego zarządzania domowym budżetem.
Badania rynkowe pokazują wyraźnie, że spora część kupujących widzi w tym sposób na zachowanie poduszki finansowej na czarną godzinę. Zamiast wydawać całą gotówkę od razu i zostać z pustym kontem, wolimy oddać tę samą kwotę w kilku wygodnych częściach, nie tracąc płynności. Najczęściej po te rozwiązania sięgają osoby w wieku od 25 do 49 lat, dla których zakupy w sieci i cyfrowe aplikacje finansowe są po prostu naturalnym środowiskiem.
Gdzie leży granica?
Choć mechanizm jest prosty i wygodny, eksperci zwracają uwagę na drugą stronę medalu. Finansowanie na każdym kroku sprawia, że łatwiej przekraczamy pierwotnie założone limity wydatków. Skoro wydatek rozkłada się na raty, mniejszy opór psychiczny towarzyszy nam przy kliknięciu przycisku „kupuję”. Warto o tym pamiętać, bo choć pojedyncza rata rzadko rujnuje domowe finanse, to kilka mniejszych zobowiązań zaciągniętych jednocześnie potrafi zaskoczyć na koniec miesiąca.










