Jak wygląda życie na Wyspach Owczych

Życie na Wyspach Owczych to zupełnie inna bajka niż ta, którą znamy z europejskich metropolii. Ten malowniczy i surowy archipelag na Północnym Atlantyku zamieszkuje obecnie około 56 tysięcy osób, co sprawia, że przestrzeń i spokój są tu absolutnym standardem. Nie ma tu tłumów, korporacyjnego wyścigu szczurów w tradycyjnym sensie, za to są wszechobecne góry, ocean i niezliczone stada owiec, które wedle statystyk liczebnie dorównują mieszkańcom.
Praca, ryby i niemal zerowe bezrobocie
Gospodarka tego autonomicznego terytorium Danii stoi rybołówstwem i akwakulturą, które odpowiadają za miażdżącą większość eksportu. Ryby to po prostu tutejsze złoto, a lokalne kutry i przetwórnie dają mnóstwo miejsc pracy. Nic więc dziwnego, że według oficjalnych danych tutejszego urzędu statystycznego bezrobocie oscyluje wokół rekordowo niskiego poziomu niespełna jednego procenta.
Rynek pracy jest stabilny, a w gospodarce stale przybywa rąk do pracy. Na wyspach żyje i pracuje niewielka, ale zżyta społeczność obcokrajowców, w tym Polacy zatrudnieni głównie w sektorze przetwórstwa rybnego, budownictwie czy na statkach. Zarobki pozwalają na godne życie, choć trzeba pamiętać, że wyspiarska codzienność wiąże się z głębokimi kieszeniami.
Ile to kosztuje? Ceny na północnym krańcu świata
Wyspy Owcze nie należą do Unii Europejskiej, a lokalna waluta, czyli korona farerska, jest powiązana z kursem korony duńskiej. Koszty utrzymania potrafią mocno zaskoczyć każdego, kto przyzwyczaił się do kontynentalnych cen. Codzienne zakupy w sklepach spożywczych bywają nawet o kilkadziesiąt procent droższe niż w Danii, głównie przez to, że większość towarów trzeba tu sprowadzać drogą morską lub powietrzną.
Wynajem mieszkań, zwłaszcza w stolicy kraju, czyli Tórshavn, wiąże się ze sporymi wydatkami ze względu na ograniczoną bazę lokalową. Z drugiej strony, system podatkowy jest sprawny, a państwo dba o obywateli, oferując wysoki standard opieki zdrowotnej oraz dobrze rozwinięty system ubezpieczeń pracowniczych.
Pogoda jako pełnoprawny domownik
Kto planuje tu osiąść, musi zaprzyjaźnić się z tutejszą aurą, bo pogoda zmienia się tu jak w kalejdoskopie. Mówi się, że na Wyspach Owczych można doświadczyć wszystkich czterech pór roku w ciągu jednego popołudnia. Częste wiatry, mgły i spore zachmurzenie to absolutna norma, ale ocean skutecznie łagodzi temperatury – zimą rzadko bywa tu przejmująco mroźno, a latem rzadko robi się upalnie.
Mieszkańcy nauczyli się żyć w pełnej symbiozie z naturą, która potrafi pokazać pazury, odcinając wyspy od świata przez sztormy. Lokalne przysłowie mówi, że jeśli nie podoba ci się pogoda, poczekaj pięć minut – choć czasem warto uzbroić się w znacznie dłuższą cierpliwość i po prostu polubić wodoodporne kurtki.
Społeczność i codzienna bliskość
Życie w tak małej społeczności ma swoją specyfikę, w której wszyscy znają się przynajmniej z widzenia, a zaufanie społeczne stoi na nieporównywalnie wyższym poziomie niż w Polsce. Ponad połowa populacji skupia się w aglomeracji Tórshavn oraz mniejszych miasteczkach jak Klaksvík, ale mniejsze osady tworzą bardzo zgrane mikroświaty.
Kultura farerska mocno opiera się na tradycji, wspólnym śpiewie, tańcu łańcuchowym oraz kulinariach, w których królują baranina oraz ryby. Znajomość języka farerskiego otwiera tu wszystkie drzwi, choć ze względu na doskonały system edukacji niemal każdy bez trudu porozumiewa się po angielsku i duńsku. To unikalne miejsce dla tych, którzy cenią święty spokój, surowe piękno krajobrazów i gotowi są zamienić zgiełk wielkiego miasta na szum fal uderzających o bazaltowe klify.










