Pokolenie które wychowało się na Gadu-Gadu i dziś wychowuje własne dzieci

0
1
Pokolenie które wychowało się na Gadu-Gadu i dziś wychowuje własne dzieci

Pamiętacie ten specyficzny dźwięk? Włączasz komputer, słyszysz charakterystyczne trzeszczenie modemu dial-up, a po chwili wita Cię słoneczko Gadu-Gadu. Dzisiejsi trzydziesto- i czterdziestolatkowie, czyli klasyczni milenialsi, spędzili przed tymi czarno-żółtymi okienkami setki godzin. Dziś to samo pokolenie zamknęło tamten rozdział, odłożyło smartfony na bok i próbuje odnaleźć się w najtrudniejszej roli życia – w wychowywaniu własnych dzieci. Przejście od opisu „Zaraz wracam” do popołudniowej wojaży na placu zabaw bywa całkiem niezłym zderzeniem z rzeczywistošću.

Od słoneczka w statusie do nocnych rozmów o emocjach

Kiedy dawni użytkownicy komunikatorów sami byli nastolatkami, świat rzadko pytał ich o zdanie na temat emocji. Obowiązywał wtedy raczej model wychowania oparty na twardych zasadach i świętym spokoju dorosłych. Dziś to pokolenie, wchodząc w dorosłe życie, masowo sięga po tak zwane łamanie cyklicznych schematów, czyli świadome odcinanie się od błędów własnych rodziców. Zamiast powtarzowego dawniej „bo tak trzeba” albo „nie rycz, bo nic się nie stało”, dzisiejsi młodzi dorośli wolą usiąść na dywanie i zapytać malucha, dlaczego płacze.

To zresztą widać w codziennych zachowaniach. Współcześni rodzice uczą dzieci nazywania złości, smutku czy lęku, choć sami często musieli nadrabiać te brakujące lekcje już jako dorośli ludzie. Zamiast trzaskania drzwiami i karcenia za każde zagapienie, próbują tłumaczyć świat. To gigantyczna zmiana społeczna, która sprawia, że domowe podwórka wyglądają zupełnie inaczej niż trzydzieści lat temu.

Cyfrowi weterani w epoce ekranów dotykowych

Co ciekawe, dawni mistrzowie szybkiego stukania w klawiaturę T9 w telefonach Nokia czy w tradycyjne klawiatury komputerowe mają dziś zupełnie nowy zgryz. Ich dzieci to już pokolenie Alfa, dla którego tablet czy smartfon to naturalny element rzeczywistości od pierwszych miesięcy życia. Dawni fani Gadu-Gadu stoją teraz przed murem problemów, o których ich własni opiekunowie nie mieli zielonego pojęcia. Jak dawkować algorytmy? Jak chronić dzieci przed internetowym hejtem i przebodźcowaniem?

Paradoks polega na tym, że to samo pokolenie, które wychowało się w świecie rodzącego się internetu, dzisiaj panicznie boi się uzależnienia swoich pociech od ekranów. Zamiast beztroskiego siedzenia przed monitorem do późnej nocy, wprowadzają limity czasowe, blokady rodzicielskie i szukają alternatyw w postaci wspólnych wycieczek. Internet przestał być tajemniczą przygodą, a stał się narzędziem pracy i polem codziennej walki o uwagę dziecka.

Współczesne ojcostwo ma zupełnie inną twarz

Warto też spojrzeć na to, jak zmieniła się rola ojców. Dawny model rodziny, gdzie tata wracał wieczorem z pracy i jedyne czego oczekiwał to cisza przed telewizorem, odszedł do lamusa. Dzisiejsi trzydziesto- i czterdziestolatki chcą być w życiu swoich dzieci obecni w stu procentach. Z danych społecznych i raportów branżowych wyraźnie wynika, że ojcowie z tego pokolenia chcą dzielić obowiązki domowe po równi z partnerkami i aktywnie uczestniczyć w kąpaniu, wożeniu do przedszkoli oraz nocnych chorobach.

To zresztą rodzi ogromne zmęczenie. Próba pogodzenia wymagającej pracy, ambicji zawodowych oraz pełnego zaangażowania w dom sprawia, że to pokolenie często balansuje na granicy wypalenia. Chęć bycia idealnym rodzicem, podbijana dodatkowo przez piękne, wyidealizowane obrazki w mediach społecznościowych, potrafi solidnie dać w kość. Poczucie winy, że zrobilo się coś nie tak, towarzyszy wielu młodym matkom i ojcom na co dzień.

Stare wspomnienia, zupełnie nowa przyszłość

Kiedy dzisiejszy rodzic zerka czasem na stary numer Gadu-Gadu zapisany w pamięci starego notesu, uśmiecha się pod nosem na myśl o tamtej beztrosce. Tamten świat był prostszy, bo kończył się wraz z wyłączeniem komputera. Dzisiejsza dorosłość nie ma już przycisku „wyloguj”, a status „zajęty” trwa często przez dwadzieścia cztery godziny na dobę.

Mimo całego tego pędu, zmęczenia i natłoku nowych obowiązków, dawne pokolenie nastolatków z komunikatorów radzi sobie całkiem nieźle. Przeniesienie dawnej empatii i potrzeby kontaktu na relacje z własnymi dziećmi to najlepszy dowód na to, że wyrośli na świadomych, uważnych ludzi. I chociaż czasem brakuje im snu i cierpliwości, to jedno jest pewne – robią to po swojemu, najlepiej jak potrafią.

Zostaw odpowiedź