Dlaczego samoloty stoją w kolejce do startu

Siedzisz w samolocie, silniki delikatnie mruczą, a maszyna powoli odrywa się od rękawa i… zamiast na pas startowy, skręca na drogę kołowania, gdzie po chwili zatrzymuje się w długim ogonku innych maszyn. Minuty mijają, pasażerowie zaczynają się wiercić, a w głowie pojawia się proste pytanie: dlaczego właściwie stoimy, skoro wszystko miało być na czas?
To uczucie zna każdy, kto choć raz spędził urlop w szczycie sezonu turystycznego. Statystyki europejskiej organizacji Eurocontrol pokazują, że średnie opóźnienia lotów potrafią dać się we znaki, a spora część problemów rodzi się właśnie na ziemi. Oczekiwanie w kolejce przed samym startem to nie kwestia przypadku czy złego humoru pilotów, ale skomplikowanego mechanizmu zarządzania ruchem w powietrzu.
Niewidzialne okienka czasowe
Głównym powodem, dla którego samoloty czekają na swoją kolej, są tak zwane sloty lotnicze. W zatłoczonej europejskiej przestrzeni powietrznej żaden pilot nie może po prostu wjechać na pas i wystartować wtedy, kiedy ma na to ochotę. Instytucje kontrolujące ruch lotniczy przydzielają konkretnym lotom bardzo ścisłe przedziały czasowe.
Jeśli Twój samolot spóźni się choćby o kilka minut podczas wypychania ze stanowiska postojowego, system może natychmiast odebrać pierwotne okienko. Wtedy maszyna ląduje na końcu kolejki oczekujących, czekając na kolejną wolną dziurę w niebie. To trochę jak włączanie się do bardzo ruchliwego ruchu miejskiego na ekspresówce – czasem trzeba cierpliwie poczekać, aż ktoś wpuści nas na pas.
Bezpieczeństwo przede wszystkim
Kolejnym kluczowym czynnikiem są zasady bezpieczeństwa, a dokładniej odstępy między startującymi samolotami. Potężne maszyny odrzutowe zostawiają za sobą potężne zawirowania powietrza, czyli tak zwane turbulencje w śladzie aerodynamicznym.
Gdyby dwa samoloty wystartowały jeden po drugim bez zachowania odpowiedniego buforu czasowego, ten mniejszy mógłby wpaść w wiry powietrzne poprzednika, co skończyłoby się tragicznie. Kontrolerzy ruchu muszą pilnować zegarka i odczekać określoną liczbę minut – często około minuty lub więcej – między kolejnymi startami, co przy dużym natężeniu ruchu tworzy długie ogonki na pasach kołowania.
Efekt domina i pogoda
Nie bez znaczenia pozostaje też tak zwany efekt domina, czyli opóźnienia kumulujące się od samego rana. Jeśli samolot, którym lecisz, w swojej porannej rotacji utknął w korku powietrznym nad innym krajem, ta strata czasu ciągnie się za nim przez cały dzień.
Do tego dochodzą kaprysy pogody. Burze czy silny boczny wiatr potrafią drastycznie ograniczyć przepustowość lotniska. W takich warunkach liczba operacji na godzinę spada, bo bezpieczne lądowanie i startowanie wymaga większych odstępów, a kolejka na płycie lotniska automatycznie rośnie.










