Muzeum Luwru przyciąga miliony ludzi. Tłum stał się problemem większym niż cena biletu

0
3
Muzeum Luwru przyciąga miliony ludzi. Tłum stał się problemem większym niż cena biletu

Kiedy planuje się wizytę w Paryżu, Muzeum Luwru niemal zawsze ląduje na samej górze listy miejsc do odhaczenia. Przez lata dyskutowano głównie o tym, ile trzeba zapłacić za wstęp i czy kolejka pod słynną szklaną piramidą zniechęci do dalszego spaceru. Dziś jednak cena biletu przestaje być głównym zmartwieniem turystów. Prawdziwym wyzwaniem stał się tłum, który szczelnie wypełnia dawny pałac królewski. Oglądanie wielkiej sztuki w takich warunkach przypomina czasem sport ekstremalny, a nie spokojne obcowanie z kulturą.

Statystyki mówią same za siebie i pokazują skalę zjawiska. Luwr od lat przyciąga miliony ludzi z całego globu, notując wyniki rzędu blisko 8 czy nawet 9 milionów odwiedzających rocznie. To ponaddwukrotnie więcej, niż architektoniczna infrastruktura tego obiektu jest w stanie komfortowo pomieścić. W szczytowych momentach przez sale przewija się około 25 tysięcy osób dziennie. Nic dziwnego, że władze muzeum zdecydowały się na drastyczny krok i wprowadziły twardy limit do 30 tysięcy wejść dziennie, próbując ratować sytuację i zapewnić jakość zwiedzania.

Najlepszym dowodem na to, jak bardzo tłum stał się problemem, są sale z największymi hitami galerii. Wystarczy wejść do pomieszczenia, w którym wisi Mona Lisa. Zamiast cichej kontemplacji dzieła Leonarda da Vinci, trafia się na ścianę smartfonów uniesionych wysoko w górę przez setki osób. Podobnie dzieje się w pobliżu Wenus z Milo czy innych popularnych eksponatów. Turyści często narzekają, że zamiast podziwiać detale rzeźb czy malowideł, muszą walczyć o każdy metr przestrzeni, żeby w ogóle dostrzec coś zza pleców innych zwiedzających.

Rosnące koszty utrzymania gigantycznego kompleksu, inflacja oraz mniejsze dotacje państwowe zmusiły też muzeum do zmian w cennikach, wprowadzając chociażby wyższe stawki dla turystów spoza Unii Europejskiej, którzy płacą za wstęp 32 euro zamiast standardowych 22 euro. Mimo że te podwyżki wywołały spore poruszenie i dyskusje o komercjalizacji kultury, dla wielu podróżnych to wciąż nie pieniądze są największym szokiem. Prawdziwym kubełkiem zimnej wody okazuje się moment, gdy okazuje się, że nawet przy droższym bilecie trzeba przepychać się w dusznych korytarzach i stać w gigantycznych zátwarach do wyjścia.

Jak zatem ugryźć wizytę w Luwrze, żeby nie zepsuć sobie urlopu? Kluczem staje się sprytne planowanie i unikanie godzin największego oblężenia. Najlepiej celować w poranki tuż po otwarciu albo w dni, kiedy muzeum jest czynne dłużej wieczorami. Warto też pamiętać, że Luwr to ponad 45 tysięcy metrów kwadratowych powierzchni wystawowej. Czasem wystarczy odpuścić najbardziej oblegane trasy i zajrzeć do mniej znanych skrzydeł, gdzie wciąż można spotkać wspaniałą sztukę bez konieczności przeciskania się przez ludzki szpaler.

Zostaw odpowiedź