Jak Netflix zmienił sposób produkowania seriali

0
2
Jak Netflix zmienił sposób produkowania seriali

Kiedyś telewizja działała według prostego klucza – raz w tygodniu dostawano jeden odcinek serialu i trzeba było czekać całe siedem dni na kolejny epizod. Netflix całkowicie przewrócił ten model do góry nogami, wprowadzając nawyk tak zwanego binge-watchingu, czyli oglądania całych sezonów na raz. Taka zmiana nawyków widzów pociągnęła za sobą trzęsienie ziemi w sposobie, w jaki twórcy piszą, kręcą i montują współczesne produkcje.

Śmierć tradycyjnego pilota i odcinka testowego

Dawniej telewizcyjna machina rozpędzała się powoli. Najpierw kręcono jeden odcinek pilotowy, pokazywano go szefom stacji, a ci decydowali, czy dany pomysł ma szansę przetrwać na antenie. Netflix zrezygnował z tej procedury, zamawiając od razu całe sezony w ciemno. Twórcy zyskali dzięki temu wolność artystyczną, o jakiej w klasycznej telewizji mogli co najwyżej pomarzyć.

Skoro widz ma zamiar pochłonąć całą historię w weekend, konstrukcja scenariusza musiała ulec przeobrażeniu. Zniknęły sztuczne cliffhangery na koniec każdego kwadransa, które miały zatrzymać widza przed przełączeniem kanału w trakcie bloku reklamowego. Zamiast tego seriale zaczęły przypominać wielogodzinne, kinowe opowieści podzielone na rozdziały.

Algorytmy, które zaglądają twórcom przez ramię

W tradycyjnej telewizji o losach serialu decydowała intuicja dyrektorów stacji i słupki oglądalności mierzone dzień po emisji. Netflix podejmuje decyzje produkcyjne w oparciu o gigantyczne zasoby danych. Platforma doskonale wie, które wątki nudzą widzów, w którym momencie najczęściej przewijają materiał i jakie gatunki cieszą się wzięciem w konkretnych regionach świata.

Ta cyfrowa wiedza sprawia, że proces powstawania serialu stał się bardziej wykalkulowany. Nie oznacza to jednak nudy, a raczej precyzyjne trafianie w niszowe gusta. Skoro dane pokazały ogromny głód na produkcje nieanglojęzyczne, platforma bez wahania otwiera się na rynki lokalne, dając zielone światło dla takich tytułów jak południowokoreański Squid Game czy hiszpański Dom z papieru.

Globalny rozmach i wielkie pieniądze

Skala inwestycji streamingowego giganta robi wrażenie na każdym, kto choćby powtarza podstawowe pojęcia ekonomiczne z branży mediów. Z oficjalnych danych podanych w podsumowaniu minionej dekady działalności platformy wynika, że Netflix wpompował ponad 135 miliardów dolarów w filmy i seriale. Te gigantyczne kwoty przełożyły się na ponad 325 miliardów dolarów wkładu w globalną gospodarkę oraz setki tysięcy miejsc pracy dla reżyserów, scenografów, techników i aktorów.

Każda nowa produkcja kręcona jest dzisiaj z rozmachem wielkiego filmu kinowego. Budżety pojedynczych odcinków popularnych serii potrafią dorównywać hollywoodzkim superprodukcjom. To z kolei zmusiło tradycyjne stacje telewizyjne oraz konkurencyjne serwisy do podbicia stawek, bo stare metody oszczędzania na scenografii czy efektach specjalnych przestały wystarczać, by przyciągnąć wymagającego widza.

Lokalność jako nowy przepis na globalny hit

Kiedyś Hollywood uważało, że na całym świecie sprzeda się wyłącznie amerykański punkt widzenia. Netflix udowodnił, że jest dokładnie na odwrót – im bardziej lokalna i autentyczna jest opowieść, tym większy robi międzynarodowy szum. Zamiast tworzyć ugrzecznione, uniwersalne produkcje środka, platforma stawia na specyficzny koloryt lokalny, język oryginału i rodzimych twórców.

Taka strategia zmieniła rynek pracy dla aktorów i ekip filmowych poza Stanami Zjednoczonymi. Powstają potężne huby produkcyjne w Europie, Ameryce Południowej czy Azji. Lokalne talenty nie muszą już wyjeżdżać do Los Angeles, żeby robić wielkie rzeczy, bo wielkie budżety i globalna widownia przychodzą do nich bezpośrednio na rodzimym podwórku.

Nowa rzeczywistość dla twórców i widzów

Wszystko to sprawiło, że telewizja przestała być skostniałym medium dla masowego odbiorcy siedzącego przed odbiornikiem o stałej porze. Rynek produkcji seriali stał się elastyczny, szybki i nastawiony na stałe eksperymenty formą. Choć tradycyjne stacje próbują nadrabiać straty, to właśnie reguły narzucone przez streaming wyznaczają dzisiaj standardy całemu rynkowi rozrywkowym.

Zostaw odpowiedź