Dlaczego Biedronka buduje coraz więcej sklepów w małych miastach

Jeszcze dekadę temu sprawa była prosta: Biedronka to był sklep dla ludzi z miast i większych miasteczek. Jeśli mieszkałeś w wiosce liczącej 800 mieszkańców, po zapas papieru toaletowego i zgrzewkę wody musiałeś jechać do najbliższego powiatu. Dzisiaj ta granica znika na naszych oczach. Jeronimo Martins, właściciel sieci, coraz śmielej wbija łopatę tam, gdzie do tej pory królowały tylko lokalne sklepiki i wszechobecne Dino. I robi to z chirurgiczną precyzją.
Liczby nie kłamią: Polska to plac budowy
Spójrzmy w papiery, bo te są dla Biedronki wyjątkowo łaskawe. Na koniec 2023 roku sieć miała w Polsce dokładnie 3596 sklepów. To nie jest ich ostatnie słowo. Plan na 2024 rok zakłada otwarcie od 130 do 150 nowych placówek netto. Co to oznacza w praktyce? Że co dwa-trzy dni w jakimś miejscu w Polsce przecinana jest wstęga w nowym obiekcie z logotypem uśmiechniętego owada.
Jeronimo Martins nie żałuje grosza na tę ekspansję. Ich budżet inwestycyjny (CAPEX) na ten rok to około 1,2 miliarda euro, z czego lwia część trafia właśnie nad Wisłę. Ale nie budują już wielkich molochów z parkingami na sto aut. Teraz liczy się spryt i dopasowanie do terenu.
Efekt Dino, czyli ucieczka do przodu
Nie da się pisać o Biedronce w małych miastach, nie wspominając o ich największym rywalu. Dino Polska, firma Tomasza Biernackiego, stworzyła genialny w swojej prostocie model: budujemy standardowe sklepy w szczerym polu, przy wylotówkach z wiosek, tam gdzie nikt inny nie chciał wejść. I to zadziałało. Dino ma już ponad 2400 lokalizacji i rośnie jak na drożdżach.
Biedronka przespała ten moment, ale teraz nadrabia z nawiązką. Przez lata gigant skupiał się na dużych osiedlach, ale tam rynek jest już „zapchany”. W Warszawie, Poznaniu czy Krakowie trudno o nową, dobrą działkę, a walka o klienta z Lidlem czy Netto jest mordercza. Małe miejscowości to z kolei „białe plamy”, gdzie konkurencja jest mniejsza, a lojalność klienta – jeśli dasz mu dobrą cenę – ogromna.
Format Ultra Mini: Sklep skrojony pod gminę
Jak zmieścić Biedronkę w miejscu, gdzie nie ma miejsca na standardowy sklep o powierzchni 800-1000 metrów kwadratowych? Rozwiązaniem jest format Ultra Mini. To mniejsze placówki, które mają około 200-350 metrów kwadratowych. Wyglądają trochę jak osiedlowe markety, ale mają w środku to, co najważniejsze: te same promocje, te same marki własne i te same ceny co w centrum Warszawy.
Dla mieszkańca małej miejscowości to rewolucja. Wcześniej w lokalnym sklepie „u Pani Basi” płacił za masło czy cukier o 20-30 procent więcej, bo mały sklepikarz nie ma takiej siły negocjacyjnej z dostawcami. Biedronka wchodzi z buta i mówi: „U nas masz taniej”. To brutalne, ale z punktu widzenia portfela klienta – zbawienne.
| Cecha | Standardowa Biedronka | Biedronka Ultra Mini |
|---|---|---|
| Powierzchnia | ok. 600-1000 m2 | ok. 200-350 m2 |
| Lokalizacja | Miasta, duże osiedla | Małe miasteczka, wsie, partery kamienic |
| Liczba produktów | Pełny asortyment | Wyselekcjonowane bestsellery |
Logistyka, czyli dlaczego im się to opłaca
Można by pomyśleć: po co wysyłać wielkiego tira do wioski, w której mieszka tysiąc osób? Odpowiedź brzmi: bo ten tir i tak tamtędy przejeżdża. Biedronka ma w Polsce jedną z najnowocześniejszych sieci centrów dystrybucyjnych (obecnie jest ich 17). Ich ciężarówki krążą po kraju jak krew w żyłach. Dołożenie kolejnego „przystanku” na trasie między dwoma większymi miastami nie generuje gigantycznych kosztów, a pozwala zgarnąć marżę z nowego rynku.
Co więcej, w małych miejscowościach koszty gruntów i budowy są znacznie niższe niż w metropoliach. Proces uzyskiwania pozwoleń często idzie szybciej, bo lokalne gminy cieszą się z nowych miejsc pracy i podatków, które wpłyną do budżetu. Dla wójta nowa Biedronka to często sygnał dla mieszkańców: „Patrzcie, rozwijamy się, cywilizacja do nas dotarła”.
Czy lokalne sklepy mają szansę?
Bądźmy szczerzy – wejście dyskontu do małej miejscowości to często wyrok dla małych, rodzinnych sklepików. Nie mają szans w starciu z machiną marketingową i cenową Portugalczyków. Jednak Biedronka nie patrzy na sentymenty. Ich celem jest dominacja. W 2023 roku przychody całej grupy Jeronimo Martins wyniosły ponad 30 miliardów euro, z czego Biedronka odpowiada za ponad 70 procent tej kwoty.
Ekspansja w małych miastach to nie jest chwilowa moda. To przemyślana strategia „wyciskania” rynku do ostatniej kropli. Skoro w dużych miastach wszyscy już mają kartę „Moja Biedronka”, czas sprawić, by miał ją każdy mieszkaniec polskiej wsi. I patrząc na tempo nowych otwarć, ten plan realizuje się niemal perfekcyjnie.










