Dziecko zaczyna przeklinać w szkole. Rodzice często reagują dopiero po skardze nauczyciela

0
1
Dziecko zaczyna przeklinać w szkole. Rodzice często reagują dopiero po skardze nauczyciela

Telefon ze szkoły od wychowawcy zazwyczaj nie zwiastuje niczego miłego. Serce na chwilę zamiera, w głowie pojawiają się najczarniejsze scenariusze, a w słuchawce padają słowa, które zaskakują wielu opiekunów. Okazuje się bowiem, że grzeczny w domu uczeń na szkolnym korytarzu czy lekcji zaczął rzucać mięsem na prawo i lewo. Co ciekawe, w wielu domach temat wulgaryzmów staje się faktem dopiero wtedy, gdy interweniuje nauczyciel. Rodzice często żyją w słodkiej nieświadomości, zakładając, że ich pociecha brzydkich słów po prostu nie zna.

Skąd się biorą wulgaryzmy u dzieci

Dzieci chłoną otoczenie jak gąbka i nie ma w tym żadnego odkrywczego amerykanizmu. Maluchy i starszaki uczą się języka przez zwykłe naśladownictwo, powtarzając to, co słyszą w najbliższym otoczeniu, w mediach społecznościowych czy na szkolnym boisku. Czasami dorosłym wydaje się, że kontrolowane słownictwo w obecności dziecka wystarczy. Jednak wystarczy chwila zapomnienia w korku albo nerwowa sytuacja w domu, żeby niecenzuralny zwrot trwale zapisał się w pamięci młodego człowieka.

W szkole dochodzi do tego potężna presja rówieśnicza. Używanie mocnych słów bywa dla uczniów najprostszą metodą na zaimponowanie grupie, zaznaczenie swojej pozycji albo rozładowanie nagromadzonego stresu. Warto pamiętać, że zgodnie z badaniami dotyczącymi życia szkolnego i relacji rówieśniczych, młodzi ludzie na co dzień mierzą się z ogromną presją emocjonalną. Przekleństwo staje się wtedy szybkim wentylem bezpieczeństwa, po który sięga się bez dłuższego zastanawiania.

Dlaczego reagujemy dopiero po telefonie ze szkoły

Wielu opiekunów wpada w pułapkę domowego autorytetu. Skoro w obecności mamy czy taty dziecko zachowuje się poprawnie i nie używa brzydkich słów, rodzic zakłada, że problem po prostu nie istnieje. Dom staje się bezpieczną bańką, w której zasady kulturalnej mowy są przestrzegane. Dopiero sygnał z placówki edukacyjnej burzy ten spokojny obraz i wywołuje u dorosłych nagłe poczucie bezradności oraz sporego zaskoczenia.

Często też wolimy nie zauważać drobnych sygnałów wysyłanych przez najmłodszych, traktując pierwsze brzydkie słowa jako niewinny wybryk, który sam minie. Tymczasem brak reakcji na wczesnym etapie daje dziecku ciche przyzwolenie na testowanie granic. Skarga od nauczyciela działa wtedy jak zimny prysznic, zmuszając do zmierzenia się z rzeczywistością, która wcześniej była skutecznie ignorowana.

Jak rozmawiać z dzieckiem bez krzyku i paniki

Kiedy szkoła zgłasza problem z wulgaryzmami, pierwszą reakcją bywa zazwyczaj złość i surowa kara. Taki krok rzadko jednak przynosi oczekiwane rezultaty, a najczęściej jedynie zamyka dziecko na dalszą szczczerą rozmowę. Zamiast grozić i zakazywać, lepiej wspólnie zastanowić się, skąd wzięło się to konkretne zachowanie i jakie emocje za nim stoją.

Warto spokojnie zapytać ucznia, co czuł, kiedy wypowiedział te słowa i czy wie, co one właściwie znaczą. Często okazuje się, że dzieci powtarzają intrygujące wyrazy całkowicie bezmyślnie, traktując je jak magiczny kod dający wstęp do starszego towarzystwa. Rozmowa oparta na szacunku i jasnym wyznaczeniu granic przynosi znacznie lepsze efekty niż codzienne awantury.

Współpraca ze szkołą zamiast wzajemnych pretensji

Reakcja nauczyciela na wulgaryzmy nie powinna być traktowana jako atak na kompetencje wychowawcze rodziców. To raczej zaproszenie do wspólnego gaszenia pożaru, zanim wymknie się on spod kontroli. Szkoła i dom grają przecież do jednej bramki, dbając o to, by młody człowiek potrafił radzić sobie w relacjach społecznych bez uciekania się do agresji słownej.

Zamiast unikać kontaktu z wychowawcą albo udawać, że problem nas nie dotyczy, warto wspólnie ustalić plan działania. Konsekwencja zarówno w murach szkolnych, jak i w domu to najlepszy sposób, aby pokazać dziecku, że pewne granice są nienaruszalne, a szacunek do innych zaczyna się od dbałości o czysty język.

Zostaw odpowiedź