Jak Shell działa w krajach w których prawie nikt nie kojarzy jego stacji

0
3
Jak Shell działa w krajach w których prawie nikt nie kojarzy jego stacji

Gdy słyszysz nazwę Shell, przed oczami staje Ci pewnie żółto-czerwona muszla i dystrybutor z benzyną. Nic dziwnego, bo koncern zarządza globalną siecią około 45 000 stacji paliw w ponad 70 krajach. Istnieją jednak państwa, w których ta marka w ogóle nie kojarzy się z tankowaniem auta, a mimo to gigant robi tam potężne interesy.

Wielki biznes ukryty pod maską

Kiedy w jakimś kraju nie ma ani jednej stacji z logo muszli, wcale nie oznacza to, że firma tam nie istnieje. Globalne koncerny energetyczne dawno temu podzieliły swoją działalność na sektory, które funkcjonują zupełnie niezależnie od siebie. Wydobycie surowców czy handel hurtowy nie potrzebują przecież szyldu przy drodze, żeby przynosić miliardowe zyski.

Wielu konsumentów kojarzy marki paliwowe wyłącznie z tym, co widzi za oknem samochodu. Tymczasem potężna część przychodów takich korporacji pochodzi z kontraktów B2B, czyli relacji między firmami. To transakcje hurtowe, logistyka morska czy dostawy surowców dla przemysłu ciężkiego, o których przeciętny zjadacz chleba nie ma pojęcia.

Chemia, smary i niewidzialni gracze

Jednym z najważniejszych narzędzi ekspansji w krajach wolnych od stacji paliw są zaawansowane środki smarne oraz chemia przemysłowa. Oleje silnikowe czy płyny technologiczne trafiają do fabryk, kopalń oraz na linie produkcyjne lokalnych marek. Klient kupuje maszynę albo gotowy produkt, często nie wiedząc, że kluczowy komponent dostarczył właśnie ten naftowy gigant.

Podobnie wygląda rynek gazu ziemnego oraz skroplonego LNG, który dociera do elektrociepłowni i dużych przedsiębiorstw. Koncern działa tam jako hurtowy dostawca energii, podpisując umowy bezpośrednio z rządami lub wielkimi konsorcjami. W tym świecie tradycyjna reklama konsumencka jest całkowicie zbędna, bo liczą się wyłącznie grube portfele i stabilne łańcuchy dostaw.

Handel surowcami i operacje za zamkniętymi drzwiami

Kolejnym filarem obecności w państwach bez stacji jest potężny dział handlu i optymalizacji. Globalni gracze handlują ropą, paliwami żeglugowymi oraz produktami ropopochodnymi na giełdach całego świata. Tankowiec płynzący pod flagą koncernu może zatankować port w kraju, gdzie nie ma ani jednego placu handlowego tej marki.

Taka elastyczność pozwala firmom zarabiać na różnicach cenowych i nagłych zmianach zapotrzebowania na energię w różnych zakątkach globu. Biznes ten przypomina operacje logistyczne wysokiego szczebla, w których marka konsumencka ustępuje miejsca czystej efektywności finansowej. Ostatecznie dla bilansu spółki nie ma znaczenia, czy kierowca w danym państwie kojarzy logo, dopóki krajowa gospodarka zużywa tony sprowadzanego przez nią paliwa żeglugowego czy lotniczego.

Zostaw odpowiedź