Największą wartością staje się dziś święty spokój

0
0
Największą wartością staje się dziś święty spokój

Kiedyś miarą sukcesu był pełny portfel, lśniący SUV pod domem i kalendarz pękający w szwach od spotkań. Dzisiaj definicja udanego życia zaczyna się tam, gdzie kończy się hałas. Zamiast kolejnego awansu i gonitwy za premią, coraz więcej z nas wybiera opcję, którą najprościej nazwać świętym spokojem. I wcale nie jest to lenistwo, a czysta ekonomia przetrwania.

Wystarczy rzucić okiem na twarde statystyki, żeby zrozumieć, skąd ta nagła zmiana wajchy. Z danych Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) wynika, że już ponad 40 proc. Polaków mierzy się z przewlekłym napięciem, lękiem i stresem powiązanym bezpośrednio z życiem zawodowym. Z kolei raporty Zakładu Ubezpieczeń Społecznych pokazują, że liczba dni niezdolności do pracy z powodu zaburzeń psychicznych i wypalenia rośnie w skali kraju o kilkanaście procent rocznie. Przestaliśmy kalkulować wszystko wyłącznie w walucie. Zaczęliśmy liczyć koszty zdrowotne.

Droga przyjemność zwana ciszą

Paradoks polega na tym, że święty spokój przestał być stanem naturalnym, a stał się towarem luksusowym. Badania platformy ePsycholodzy.pl wykazały kiedyś wyraźną zależność: z dobrego snu i braku nocnego zamartwiania się najczęściej cieszą się osoby o najwyższych dochodach, przekraczających 9 tysięcy złotych netto. Spokój kosztuje. Chcesz mieć święty spokój od hałaśliwych sąsiadów? Płacisz więcej za mieszkanie na uboczu lub dom z dala od miejskiego zgiełku. Chcesz nie stresować się kolejną podwyżką cen energii czy ratą kredytu? Musisz mieć poduszkę finansową.

Ekonomiści zauważają, że młodsze pokolenia wchodzące na rynek pracy zupełnie inaczej definiują priorytety. W badaniach takich jak regionalny raport o postawach młodych Polaków („Młoda Małopolska”) obok klasycznych wartości coraz wyżej ląduje po prostu robienie tego, co się lubi, i zachowanie przestrzeni dla siebie. Pieniądze są ważne, bo dają niezależność, ale nikt już nie chce wymieniać zdrowia psychicznego na nadgodziny, które w ostatecznym rozrachunku kończą się wizytą u kardiologa albo farmakoterapią.

Koniec ery kultu zapierdolu

Przez lata żyliśmy w kulcie narzekania na brak czasu. Zapracowanie było badge’em honorowym. Kto miał wolny weekend, ten w powszechnej opinii mniej się starał. Dziś ten model pęka pod naporem faktów. Z danych ADP Research wynika, że blisko 33 proc. pracowników w Polsce odczuwa regularne zmęczenie psychiczne i symptomy wypalenia, a zaledwie nieco ponad 20 proc. uważa swoje stanowisko za w pełni stabilne i bezpieczne. W takich warunkach ciągła gonitwa przestaje mieć sens. Skoro i tak nie da się kontrolować wszystkiego, ludzie wolą odpuścić.

To odpuszczanie ma jednak swoją drugą stronę. Nie oznacza ono bierności, a raczej strategiczne wycofanie się z wyścigu szczurów. Coraz częściej rezygnujemy z robienia kariery za wszelką cenę na rzecz stabilnej, przewidywalnej pracy, która po zamknięciu laptopa o godzinie 16 pozwala nam po prostu… być.

Wskaźnik rynku pracy Orientacyjna skala zjawiska w Polsce
Pracownicy odczuwający zmęczenie psychiczne / wypalenie ok. 33-35% (szacunki na bazie badań UCE Research i ADP)
Wzrost absencji chorobowej z powodów psychicznych kilkanaście procent rok do roku (dane ZUS)
Pracownicy czujący się w 100% pewnie na etacie ok. 21% (raport ADP Research)

Za co tak naprawdę płacimy?

Kiedy patrzymy na domowe budżety, widać wyraźnie, że portfele zasilają teraz branże związane z szeroko pojętym well-beingiem, turystyką nastawioną na odosobnienie czy po prostu majsterkowaniem we własnym ogródku. Wolimy wydać pieniądze na weekend w głębi lasu bez zasięgu niż na kolejne markowe ubranie, które ma poprawić nam humor w poniedziałkowy poranek.

Święty spokój to dzisiaj najlepsza polisa ubezpieczeniowa, jaką można sobie kupić za pieniądze. I chociaż statystyki dotyczące stresu wciąż wyglądają ponuro, sam fakt, że głośno o tym mówimy, to dobry znak. Przestajemy udawać, że pęd do przodu jest wart każdej ceny. Czasami najmądrzejszą rzeczą, jaką można zrobić dla swojego konta i głowy, jest po prostu zatrzymanie się w miejscu.

Zostaw odpowiedź