Dlaczego Polacy kupują samochody sprowadzane z Niemiec

0
3
Dlaczego Polacy kupują samochody sprowadzane z Niemiec

Kiedy wchodzimy na dowolny popularny portal ogłoszeniowy z używanymi autami, bardzo szybko rzuca się w oczy jedno. Niemal co drugi pojazd ma w opisie dumne hasło: świeżo sprowadzony z Niemiec. Ten kierunek od lat trzyma się mocno i nic nie zapowiada rewolucji. Według danych Instytutu Badań Rynku Motoryzacyjnego Samar, Niemcy niezmiennie pozostają absolutnym liderem, odpowiadając za około połowę wszystkich sprowadzanych do Polski używanych pojazdów. Skąd ten fenomen i dlaczego polski kierowca tak chętnie zerka za zachodnią granicę?

Blisko, wygodnie i bez logistycznego koszmaru

Geografia ma tutaj gigantyczne znaczenie, bo wspólna granica robi robotę. Wsiadasz w lawetę albo dogadujesz się z firmą transportową i po kilkunastu godzinach auto stoi pod domem. Dla porównania, sprowadzanie wozów ze Stanów Zjednoczonych czy Wielkiej Brytanii wiąże się z osobnymi problemami. Po Brexicie formalności na Wyspach urosły do rangi małego wyzwania, o czym regularnie przypominają branżowe raporty. W przypadku Niemiec wszystko idzie sprawnie, a koszty transportu trzymają się na akceptowalnym poziomie.

Stan dróg i serwis, czyli rzetelne podejście do auta

Kolejna sprawa to mityczny, ale w dużej mierze prawdziwy stan niemieckich aut. Tamtejsze drogi gładkie jak stół to jedno, ale kluczem jest kultura serwisu. Niemieccy kierowcy znacznie częściej zostawiają samochody w autoryzowanych stacjach obsługi i nie żałują pieniędzy na oryginalne części. Statystyki pokazują, że polski rynek zasysają roczniki mające średnio około dwunastu lat, ale te pojazdy nierzadko są po prostu lepiej utrzymane niż ich odpowiedniki jeżdżące od nowości po polskich dziurach. Niemiec dba, bo musi przejść rygorystyczny przegląd techniczny TUV, który nie wybacza zaniedbań w układzie hamulcowym czy zawieszeniu.

Ogromny wybór i bogate wyposażenie

Niemiecki rynek motoryzacyjny jest po prostu gigantyczny, więc i wybór wersji wyposażenia przyprawia o zawrót głowy. Kiedy w polskim salonie dziesięć lat temu ktoś oszczędzał na każdym dodatku, żeby zmieścić się w budżecie flotowym, Niemiec zamawiał auto z klimatyzacją automatyczną, lepszym audio i kompletem systemów bezpieczeństwa. Polacy uwielbiają auta z Zachodu właśnie za to, że za mniejsze pieniądze dostają konfiguracje, o jakich w rodzimych salonach można było co najwyżej pomarzyć. Do tego dochodzi potężna paleta silnikowa i dostępność modeli, których u nas ze świecą szukać.

Ekonomia i portfel, czyli starcie z rzeczywistością

Nie ma co ukarć, głównym motorem napędowym tego importu są koszty. Nowe samochody w salonach kosztują obecnie tyle, że dla przeciętnego zjadacza chleba są całkowicie poza zasięgiem. Z kolei rynek aut krajowych z drugiej ręki bywa ubogi albo drogi, bo firmowe auta powolnym krokiem trafiają do obrotu, ale trzymają cenę. Kupno dwunastoletniego Volkswagena czy Opla bezpośrednio u naszego zachodniego sąsiada daje złudzenie lub realną szansę na znalezienie czegoś rozsądnego w niższej cenie. Choć eksperci ostrzegają przed skręconymi licznikami i powypadkową przeszłością niektórych egzemplarzy, popyt nie maleje, bo portfele Polaków mówią same za siebie.

Zostaw odpowiedź