Dlaczego w Holandii rower ma często większe znaczenie niż samochód

0
2
Dlaczego w Holandii rower ma często większe znaczenie niż samochód

Gdy myślimy o sprawnym poruszaniu się po dużym mieście, w głowie od razu pojawia się wizja szerokich arterii i sznura stojących w korku samochodów. W Holandii ten schemat po prostu nie działa, bo król jest jeden i ma dwa kółka. Z danych holenderskiego instytutu badań nad transportem KiM wynika, że mieszkańcy tego kraju pokonują na rowerze ponad jedną czwartą, dokładnie 28 procent, wszystkich swoich podróży.

Kraj, gdzie rowerów jest więcej niż ludzi

Statystyki rządowe pokazują, że na około 17 milionów mieszkańców przypada aż 22,8 miliona jednośladów. To oznacza, że rowerów jest tam po prostu więcej niż ludzi. Dla przeciętnego Holendra to nie jest modny ekologiczny gadżet czy sposób na weekendowy relaks, ale najbardziej zwyczajny środek lokomocji.

Zgodnie z oficjalnymi raportami roczny dystans pokonywany przez naród na rowerach przekracza 19 miliardów kilometrów. Kiedy spojrzymy na krótkie trasy w miastach, samochód często przegrywa z kretesem pod względem czasu i wygody. Po co tracić nerwy na szukanie miejsca postojowego, skoro można sprawnie ominąć korki?

Infrastruktura, która zmienia zasady gry

Sukces roweru w Holandii nie wziął się znikąd i nie jest wyłącznie zasługą płaskiego terenu. To przede wszystkim efekt potężnych inwestycji w bezpieczną przestrzeń. Kraj dysponuje siecią liczącą około 35 000 kilometrów dedykowanych dróg rowerowych, a do tego dochodzą nowoczesne autostrady rowerowe łączące mniejsze miejscowości z dużymi ośrodkami pracy.

Trasy są gładkie, doskonale oświetlone, a w zimowych miesiącach regularnie odśnieżane. Co ważne, projektanci miast od dziesięcioleci stawiają rowerzystę na pierwszym miejscu hierarchii ruchu drogowego. Kierowcy samochodów muszą tam ustępować pierwszeństwa i mocno zwalniać w strefach zamieszkałych, co sprawia, że auto staje się po prostu mniej wygodnym narzędziem do codziennych dojazdów.

Kiedy auto staje się kłopotem

Posiadanie samochodu w Amsterdamie, Utrechcie czy Hadze wiąże się z ogromnymi kosztami i logistycznym koszmarem. Stawki za parkowanie w ścisłym centrum potrafią przyprawić o zawrót głowy, a liczba dostępnych miejsc postojowych jest drastycznie ograniczana przez władze miast. Zamiast nich powstają gigantyczne, podziemne parkingi rowerowe mieszczące tysiące jednośladów.

Dla wielu osób samochód to zbędny wydatek domowy, skoro pociągi i autobusy świetnie uzupełniają się z podróżą na dwóch kółkach. System „rower plus pociąg” działa tam bez zarzutu, a stacje kolejowe niemal zawsze są wyposażone w wielopoziomowe parkingi dla rowerów. Wystarczy dojechać z domu na stację, wsiąść w pociąg, a na miejscu przesiąść się na kolejny jednoślad.

Kultura, która dziedziczy się z pokoleniami

W Holandii dzieci wsiadają na rowery niemal wcześniej, niż zaczynają pewnie chodzić. Maluchy jeżdżą w specjalnych skrzzeniach z przodu roweru, zwanych bakfiets, a starsze dzieciaki suną do szkół w zorganizowanych grupkach bez wszechobecnego w innych krajach strachu rodziców o ich bezpieczeństwo.

Ta codzienna praktyka sprawia, że rower jest naturalnym wyborem na zakupy, spotkanie ze znajomymi czy drogę do biura. Nawet politycy czy dyrektorzy wielkich firm pedałują do pracy w garniturach, bo nikt nie widzi w tym niczego osobliwego. Samochód zachowano głównie na dalekie wyprawy rodzinne lub przewożenie ciężkich rzeczy, a na co dzień królują dwa kółka.

Zostaw odpowiedź