Jak wygląda szkoła w Finlandii

0
3
Jak wygląda szkoła w Finlandii

Fiński system edukacji od lat budzi spore zainteresowanie na całym świecie. Kiedy w międzynarodowych badaniach PISA, prowadzonych przez OECD, uczniowie z Finlandii zaczęli masowo zajmować czołowe miejsca, wszyscy zapragnęli dowiedzieć się, jak tam wygląda codzienna nauka. Okazuje się, że tamtejsza szkoła mocno różni się od tego, do czego zdążyliśmy przywyknąć w Polsce czy innych krajach Europy.

Mniej nauki, więcej życia

Dzieci w Finlandii idą do szkoły dopiero wtedy, gdy kończą siedem lat. Obowiązek szkolny trwa tam dziewięć lat i obejmuje młodzież do szesnastego roku życia. Co ciekawe, roczna liczba godzin spędzanych na lekcjach wynosi około 706 godzin, co w zestawieniu z wieloma innymi państwami wypada naprawdę blado. Finowie wyszli z założenia, że ciągłe siedzenie w ławce nikomu jeszcze nie wyszło na dobre.

Dni szkolne są stosunkowo krótkie, a przerwy trwają długo. Zamiast zakuwać po nocach, uczniowie mają czas na sport, spotkania z przyjaciółmi i zwykłe nudzenie się, które przecież pobudza kreatywność. Prace domowe ogranicza się do absolutnego minimum, żeby dom pozostał miejscem na odpoczynek, a nie przedłużeniem klasy.

Zaufanie zamiast ciągłych kontroli

W fińskich szkołach nie znajdziesz kuratorów oświaty ani armii urzędników sprawdzających każdy krok nauczycieli. System oświaty opiera się na gigantycznym zaufaniu do kadry pedagogicznej. Aby uczyć w szkole, każdy pedagog musi ukończyć wymagające studia magisterskie, a dostanie się na kierunki pedagogiczne graniczy z cudem, bo chętnych zawsze jest mnóstwo.

Skoro państwo powierza edukację tak świetnie przygotowanym ludziom, to pozwala im samodzielnie decydować o podręcznikach i metodach pracy. Nauczyciel ma pełną wolność w prowadzeniu zajęć. Nikogo nie dziwi lekcja biologii w lesie czy fizyka prowadzona na szkolnym korytarzu. Nie ma tu miejsca na sztywne trzymanie się jednego schematu z podręcznika.

Ocena jako pomoc, a nie bat

Sposób oceniania w Finlandii też wygląda zupełnie inaczej niż u nas. Przez pierwsze lata nauki tradycyjne stopnie cyfrowe w zasadzie nie istnieją. Zamiast tego stosuje się oceny opisowe, które mają pokazać rodzicom i uczniowi, nad czym warto jeszcze popracować. Chodzi o to, żeby wyeliminować niepotrzebny stres i rywalizację.

W klasach od siódmej wzwyż pojawia się co prawda skala ocen od 4 do 10, ale nikt nie robi publicznych rankingów uczniów. Szkoły nie rywalizują między sobą o lepsze miejsce w zestawieniach. Uważa się, że każdy rozwija się w swoim tempie, a edukacja to współpraca, a nie wyścig szczurów.

Równość przede wszystkim

W Finlandii niemal wszystkie szkoły są placówkami publicznymi. Szkoły prywatne stanowią rzadkość i obowiązują je dokładnie takie same zasady, co placówki państwowe – nie mogą pobierać czesnego ani selekcjonować dzieci. Państwo dba o to, żeby uczeń z małej wioski miał dokładnie taki sam dostęp do nowoczesnej wiedzy i sprzętu, co nastolatek w Helsinkach.

Co więcej, edukacja jest całkowicie darmowa. Państwo opłaca nie tylko naukę, ale dba też o to, by każdy uczeń dostał ciepły posiłek w ciągu dnia. Jeśli dziecko ma problemy z nauką, szkoła od razu zapewnia mu bezpłatne zajęcia wyrównawcze, co całkowicie eliminuje potrzebę wynajmowania drogich korepetytorów.

Co możemy z tego wyciągnąć?

Fiński model pokazuje, że da się uczyć skutecznie bez wylewania siódmych potów nad książkami. Kluczem do sukcesu okazuje się szacunek do dziecka, spokój i dobra kadra nauczycielska. Oczywiście, przeniesienie tego systemu jeden do jednego w inne realia mogłoby być trudne, ale pewne kierunki myślenia są uniwersalne i pokazują, że szkoła wcale nie musi kojarzyć się ze stresem.

Zostaw odpowiedź